Znowu ją zobaczyła. Stała nad łóżkiem, wpatrzona była w jej twarz. Nic nie mówiła, ale w jej oczach było widać… Pogardę? Niechęć? Jakąś straszliwą emocję.
Na pewno w jej oczach nie było znaku życia.
A Ola leżała w bezruchu, całkowicie sztywna, a gdy próbowała coś powiedzieć, jej głos brzmiał jak zbiór nieartykułowalnych jęków.
Wiedziała, że to był sen, koszmar, ale dlaczego tak realny? Czuła nawet zapach siostry, taki charakterystyczny, inny od zapachu rodziców oraz innych ludzi. Ile by dała, żeby móc zanurzyć się w nim jeszcze raz, wtedy wiedziałaby od razu, że wszystko jest takie, jak dawniej…
– Ola, śpisz? – przemówiła nagle siostra, ale zupełnie nieswoim głosem. Ola po chwili zrozumiała, że był to głos Patrycji. Gdy minęło kilka chwil, odrętwienie ciała ją opuściło. Popatrzyła na Patrycję, próbując złożyć sensowne zdanie, ale jej umysł był jeszcze zasłonięty mgłą.
– Śpisz?
– Śpię… – mruknęła Ola żałośnie.
– Strasznie się rzucałaś i krzyczałaś. Śniło ci się coś?
– Nie… Zupełnie nic.
Ola podniosła się z łóżka i popatrzyła na zmartwioną Patrycję.
– Wszystko jest cacy i super – odparła, uśmiechając się sztucznie. Patrycja się na to nie nabierała.
– Ech… – westchnęła ciężko.
– Która godzina?
– Dochodzi piąta. Śpij na zdrowie.
– Kiedy ja nie mogę. Budzę się co godzinę.
– A teraz ja cię obudziłam… – westchnęła Patrycja.
– Nic się nie stało.
– To dobrze… W takim razie cię zostawiam. Dobranoc!
– Dobranoc.
Ola ułożyła się z powrotem w łóżku, myśląc o tym, że boi się zasnąć.
Ostatecznie tego ranka już nie zasnęła.
***
Czuła, że musi się czymś zająć, bo inaczej oszaleje od natłoku myśli. Kilka razy sprawdzała, który jest dzisiaj dzień i jaka godzina, bo nie mogła tego zapamiętać, a gdy już zapamiętała, nie mogła umiejscowić tej daty na osi czasu. Nie wiedziała, ile czasu minęło, czy kilka dni, czy może lat. Mgła, zupełna mgła umysłowa.
– Ogarnij się, kurwa – powiedziała do siebie, patrząc w opatulone szarością podwórze za oknem. – Weź się w garść, czy coś.
Pomarańczowe światło latarni prześwitywało przez szarość.
Może powinna zapisywać swoje uczucia, podobno to pomaga. Ale Ola nigdy nie była fanką pisania, prowadzenie wszelkich pamiętników nudziło ją po dwóch wpisach. Wolała wszystko trzymać w sobie. Teraz też nie czuła się na siłach, by dzielić się nimi z czymkolwiek, nawet z głupim zeszytem.
Wyszła na szybki spacer i równie szybko z niego wróciła, nie zapamiętując zupełnie nic, ani tego, jaka była temperatura, ani co zobaczyła po drodze. Dlatego wróciła na podwórze jeszcze raz, ponownie, bez większych zachowanych wspomnień.
Wzięła się za sprzątanie domu. Kolejne, bo miała wrażenie, że już to kilka razy robiła. Dom w każdym razie lśnił czystością, żaden mały kawałek kurzu nie leżał na podłodze ani na szafce. Zupełnie nie wymagał sprzątania. Ola nie czuła żadnej satysfakcji z tej czynności, a przez to, że wykonywała ją już zupełnie mechanicznie, nie myślała nad tym, co robi. Myślała za to o wszystkim innym, o tym, o czym nie chciała właśnie myśleć. O mamie, o tacie, o Darii. O jej duchu stojącym nad jej łóżkiem.
Z niechęcią spojrzała na mały, zrobiony im przez rodzinę na korytarzu ołtarzyk. Stały tam zdjęcia oraz kwiaty. Ola za każdym razem, gdy go mijała, odwracała zdjęcia na drugą stronę. Nie mogła patrzeć na ich roześmiane twarze, bardzo ją to bolało. W dodatku ołtarzyk ten udowadniał dobitnie, że jej rodzina faktycznie istniała, a żaden jej członek już nigdy nie uśmiechnie się tak, jak na tych zdjęciach.
– Co robisz? – spytała zaspana Patrycja, wychodząc na korytarz.
– Nie wiem – odpowiedziała Ola.
– Boli cię patrzenie na nich, tak?
– Tak. Chyba tak.
– Cóż, dla reszty rodziny postawienie ich zdjęć jest ważne… – powiedziała Patrycja, podchodząc do ołtarzyka.
– Ja to rozumiem.
Patrycja odwróciła zdjęcia, ale zasłoniła je bukietem czerwonych chryzantem. Twarze zniknęły.
– Może być? – zapytała.
– Chyba tak.
– Wracaj spać – powiedziała Patrycja. – Nie sprzątaj, tu już nie ma czego.
Ola pokiwała głową.
***
Co się w ogóle działo w ostatnich dniach? Miała kilka wspomnień, ale wszystko było jakieś zamglone, że ustalenie dokładnego ciągu wydarzeń było jak układanie puzzli. Chyba był pogrzeb. Widziała ludzi ubranych na czarno, podchodzących do niej, składających kondolencje… Czy ona im cokolwiek odpowiadała? Chyba tak, ale nie pamiętała zupełnie, co. Kojarzyła rozmowy rodziny, lament ciotki Beaty nad tym, że całe szczęście, że chociaż Oli nie było w domu i że udało jej się uratować. Ola nie była pewna, czy w ogóle była przed czymkolwiek uratowana?
Widziała Darię stojącą między gośćmi. Ubrana w swoją piżamę, wyróżniała się na ich tle, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, a ona patrzyła jedynie na Olę, na każdy jej ruch, nie spuściła jej ani razu z oczu.
Pamiętała, że leżała na ziemi, wdychając zapach Darii z jej ubrań. Tak bardzo się bała, że i on kiedyś zniknie z tego świata, chciała go wchłonąć całkowicie. Przeraziło ją, gdy poczuła, że ulubiona koszulka Darii już w ogóle nie pachnie Darią, za to pachnie potem Oli. Bała się ją wyprać.
Pamiętała policjantów. Wielu różnych policjantów, niektórych miłych, innych okropnych. Zadawali jej różne pytania, a Ola im odpowiadała. Jak? Tego nie pamiętała. Kojarzyła brzydką, ciemną salę i dwóch policjantów przed nią. Pamiętała, jaki to był stres, jak zalewała się łzami, jak bardzo chciała tam umrzeć. Pamiętała policjantów brukających ich dom, pamiętała żółtą taśmę, ślady ubłoconych, policyjnych butów na białych płytkach w przedsionku.
Gdzieś tam w otchłani pamięci migali jej rodzice i Daria, nieruchomi, wśród ciemnej cieczy, z przykrytymi ścierkami twarzami. Ale to były tylko sekundowe migawki. Pamiętała, że nie podeszła do trumien na pogrzebie, bo za bardzo się bała, że zobaczy ich twarze.
– Słyszałaś?! Złapali tego jebanego ćpuna – powiedziała Patrycja z pełną nienawiści satysfakcją. – Ale będzie miał schylane w więzieniu.
– Aha…
– Tylko, kurwa, skandal, że będziemy musieli wszyscy na niego płacić. Dla takich to tylko stryczek powinien być. Odsiedzi taki sobie, a potem powiedzą, że już jest normalny i nic się nie stało. Sama bym go zajebała, kurwę jebaną.
Ola jakoś nie czuła tej samej satysfakcji. Wręcz słowa Patrycji ją jakoś zdenerwowały.
– Nie my jesteśmy od wydawania wyroków. Niech się tym sąd zajmie.
Patrycja była wyraźnie zaskoczona.
– Nie oburza cię to, że on będzie sobie żył wygodnie w więzieniu?
– Nie.
– A… Aha – spłoszyła się Patrycja. – Rozumiem.
Już więcej nie poruszyła tego tematu.
Faktycznie, ktoś został oskarżony o zabójstwo jej rodziny. Jakiś narkoman, którego kojarzyła z widzenia. Chyba powinna czuć satysfakcję, że spotka go kara, ale jakoś nie mogła się do tego zdobyć. Właściwie, jakoś nie docierało do niej to, że skoro było zabójstwo, to musiał być też sprawca.
Może potrzebowała czasu.
Apetytu nie miała w ogóle. Patrycja musiała zmuszać ją do jedzenia. Gdy coś jadła, to to w ogóle nie miało smaku, a może zwyczajnie miała zbyt zamglony umysł, żeby poczuć coś takiego jak smak.
Nie lubiła też jeść w kuchni, bo przypominało jej to o obiadach z rodzicami. Dlatego wolała zabierać jedzenie do swojego pokoju.
Jadła właśnie coś na obiad, a może na śniadanie. Nie była nawet pewna, co je. Na pewno coś nałożonego przez Patrycję. Pewnie coś bardzo zdrowego i wartościowego.
A wtedy znów ją ujrzała.
Daria wciąż nie zmieniła swojego wyrazu twarzy. Wciąż malował się na niej ten nienawistny grymas. Ola nigdy nie widziała jej z taką miną za życia.
– Daria? – spytała Ola. – To ty?
Ale Daria nie chciała odpowiedzieć. Milczała zupełnie. Ola wstała z krzesła i zrobiła krok, a oczy Darii podążały za nią. Nie spuszczała z niej wzroku, bacznie ją obserwowała.
– Dlaczego nie pójdziesz do nieba? – spytała Ola cicho. – Czemu chcesz wciąż nawiedzać ten świat?
Ale Darii widocznie ani śniło się odpowiedzieć.
– Dlaczego?!! – wykrzyknęła Ola. – Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?!!!
Do pokoju wbiegła Patrycja, krzycząc coś, ale Ola nie usłyszała tego. Słyszała jedynie siebie.
– Zostaw mnie!!! Przestań mnie prześladować!!! Idź stąd!!! Idź!!
Potem cisza.
– Ola, wszystko w porządku? – spytała Patrycja.
– Mhm.
– Nie, nic nie jest w porządku. O co chodzi?
No i co jej miała powiedzieć? Że duch Darii ją prześladuje?
– Nic. O nic nie chodzi.
– Chyba muszę poszukać ci terapeuty – powiedziała Patrycja ze zmartwieniem w głosie.
– Ale po co?
– Może ci pomoże.
– Mi już nic nie pomoże – jęknęła Ola.
– Pomoże, zobaczysz. Musisz wrócić do normalności.
– Jak możesz tak mówić?! – wzburzyła się Ola. – Jak mam wrócić do normalności po czymś takim?! Nigdy już nie wrócę do normalności!
Patrycja zamilkła. Przez dłuższy czas tak siedziały w ciszy.
– Jasne, nie rozumiem, co czujesz… Ale próbuję ci pomóc.
– To nie próbuj już więcej. Twoja pomoc tylko szkodzi.
– Rozumiem – odpowiedziała Patrycja. – Uszanuję twoją prośbę. Ale co jakiś czas będę tu wpadać, bo nie chcę, żebyś się zagłodziła.
– Jeszcze coś?
– Nie, już nic. Na razie.
Patrycja faktycznie uszanowała prośbę Oli, spakowała się i wyniosła.
Teraz Ola była całkiem sama w swoim rodzinnym domu. Kiedyś myślała, że jest on niewielki, teraz wydawał jej się ogromny, obcy i przerażający. Była za małą istotą, żeby żyć w czymś takim.
Od tej pory jej umysł zatonął w mgle dogłębnie. Patrycja chyba faktycznie ją odwiedzała, bo w lodówce pojawiało się jakieś jedzenie, ale potem znikało. Ola nie czuła potrzeby jedzenia, nie czuła również potrzeby snu, nie czuła nic. Może już umarła?
Zakryła wszystkie lustra w domu. Gdy tylko spojrzała na któreś kącikiem oka, widziała w nich Darię, czasem mamę lub tatę. Odwróciła wszystkie zdjęcia rodziców i siostry. Całe dnie i noce leżała na ziemi otoczona ubraniami Darii. Może nie powinna tego robić, może takie zachowanie przyciągało jej ducha. Ale Ola tak bardzo za nią tęskniła, pragnęła jakiejkolwiek namiastki swojej siostry, a jej zapach był jak na razie jedyną pozostałością po niej na tym ponurym świecie. Tej prawdziwej siostry, nie tej zjawy o straszliwym spojrzeniu.
Pamiętała, że przyjechali policjanci i coś od niej chcieli. Ola się zgodziła, chociaż nie była nawet pewna, na co się zgadza. Potem było jakieś dziwne wydarzenie w sądzie. Chyba w sądzie, nie była przekonana. Mnóstwo ludzi, jej rodzina, jacyś eleganccy panowie i panie oraz rozpłakany dzieciak w garniturze, na którego wszyscy wrzeszczeli. To chyba był ten oskarżony o morderstwo. Ten dzieciak miałby kogokolwiek zabić? Przecież Ola dałaby radę go złamać w połowie, jeśli miałaby na to ochotę.
Padało wiele słów, wiele z nich się powtarzało. Dwanaście ran kłutych, trzydzieści ran ciętych, pięć siniaków… Coś jej przypominały, ale nie była pewna, co.
Daria stała zaraz obok dzieciaka i patrzyła wprost na Olę.
A potem znowu mgła.
***
Dzieciaka nie skazano, podobno nie udało mu się nic udowodnić. Rodzina była wściekła, uruchomiła wszystkie swoje kontakty, zakładała strony internetowe, wypisywała do dziennikarzy, żeby nagłośnili sprawę.
– Ola, ja nie chcę nic mówić… Ale też mogłabyś zabrać głos – powiedziała ciotka Beata. – Bardzo tego potrzebujemy. To ty to najbardziej przeżyłaś z nas wszystkich. Dlaczego w ogóle…
– O co chodzi?
– Zachowujesz się, jakby to było ci obojętne. Nie chcesz, żeby sprawca został ukarany?
Tak. Wszystko jej było obojętne.
– Chcę.
– Proszę, napisz coś na stronę. Ja ci pomogę. Widzę przecież, jaki masz problem z powrotem do normalnego funkcjonowania. Ten człowiek zniszczył ci życie, musisz być tego świadoma.
To on jej zniszczył życie? Nie przyszło jej coś takiego do głowy.
Nie miała ochoty prowadzić dalej rozmowy z ciocią. W ogóle nie miała ochoty prowadzić żadnej rozmowy z nikim. Rozmowy są dobre dla żywych, a ona już pogodziła się z tym, że najpewniej jest martwa.
Poszła do swojego pokoju. Daria tam była, obserwowała ją bacznie.
Ola rzuciła w nią wazonem, a sylwetka siostry rozpłynęła się jak mgła. Wazon uderzył głucho o ścianę, rozsypując się na tysiące małych kawałków. Dziewczyna uklękła, a rozsypane, kolorowe szkło zaczęło układać w jej umyśle jakąś ponurą, zamgloną mozaikę. Mnóstwo szkła. Mnóstwo krwi. Te straszne oczy. Kolejno mamy, taty, Darii…
– Co ty robisz?! Ola, wszystko w porządku?! – Krzyk siostry rozbrzmiał w jej umyśle niczym sygnał alarmowy. Krzyk rozpaczliwy, żałosny, wręcz zwierzęcy, ale z leciutko słyszalną nutą rozbawienia… Tak jakby Daria, nie zważając na ból, do samego końca próbowała się śmiać. Jakby liczyła, że to wszystko, co się dzieje, to głupie żarty jej siostry.
Tak, ten krzyk pochodził z jej wspomnienia, którego nigdy już się nie pozbędzie. Nieważne, jak bardzo jej mózg będzie próbował je wyprzeć i zniekształcić. Ono zawsze z nią będzie, do końca jej dni będzie ją nawiedzać.
Wstała z podłogi i rozejrzała się po pokoju, ale Darii nigdzie nie było.
Poszła umyć ręce.